Kibice, Kopiec i Eugeniusz Ajewski – „Kotwa”

Drukuj

Chodzę od lat na uroczystości
związane z obchodami rocznicy Powstania Warszawskiego. Stałym
punktem programu tych uroczystości jest składanie wieńców przez
przedstawicieli władz wszelkich szczebli, organizacje kombatanckie
no i partie polityczne, które chcą się pokazać. Nowością od
ubiegłego roku na powstańczych obchodach stali się kibice
warszawskiej Legii. W tym roku na Kopcu Powstania Warszawskiego w
dniu 1 sierpnia nie ograniczyli się do wieńców. Powitali okrzykami
„CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM” sędziwego Przewodniczącego
Związku Powstańców Warszawskich generała Zbigniewa Ścibor
–Rylskiego – „Motyla”. Generał był wzruszony. Odśpiewali
patriotyczną pieśń. Wszyscy w koszulkach, eleganccy i skupieni.
Widoczni byli jako najbardziej zwarta i zdyscyplinowana grupa zaraz
po kompanii honorowej Straży Miejskiej. Mam nadzieję zobaczyć ich
znów na Kopcu w dniu zakończenia tegorocznych obchodów.

Przypomina mi się jak monumentalną
Kotwicę Polski Walczącej na Kopcu miano zniszczyć przeznaczając
ją na złom. Działo się to nie w czasach PRL’u, ale zaraz na
początku mojej kadencji jako Prezydenta Warszawy w 1994 roku. O
spotkanie ze mną poprosiła grupa powstańców na czele z
Eugeniuszem Ajewskim, „Kotwą”, w nie cierpiącej zwłoki
sprawie. Przyjąłem ich poza kolejką. Przyszli z alarmem. Oto
główny architekt Warszawy – pominę litościwie jego nazwisko, bo
wkrótce zwolniłem go z tej funkcji – wydał nakaz demontażu
Kotwicy, jako samowolki budowlanej. Udało się zatrzymać tę
bzdurę. W ciągu kilku lat przy pomocy władz Mokotowa i firmy
„Falbet” pomnik został odnowiony a kopiec uporządkowany; nadano
mu nazwę Kopca Powstania Warszawskiego. Twórcą „Kotwicy” i głównym projektantem oraz animatorem tej odnowy był wspomniany
„Kotwa” – plutonowy pułku „Baszta” a po wojnie architekt,
który pracował w Biurze Odbudowy Stolicy. Opowiadał mi, że kiedy
zwozili na Czerniaków gruzy zburzonej Warszawy przemieszane ze
sprzętami domowymi i resztkami ludzkimi zdawali sobie sprawę, że
po cichu tworzą kopiec narodowej pamięci po Powstaniu Warszawskim.
Domyślał się tego szef BOS’u z komunistycznego nadania Józef
Sigalin, twórca MDM’u i Trasy W-Z, ale udawał, że niczego nie wie.

Nad
upamiętnieniem wydarzeń powstańczych „Kotwa” działał
niezmordowanie aż do swojej śmierci w 2006 roku. Zawdzięczmy mu
m.in. monumentalną 7-mio tomową, pisaną przez żyjących,
dokumentację „Mokotów walczy 1939-1944” a także dokumentację
wszelkich wizualnych znaków: pomników, medali, tablic, głazów
pamiątkowych, nagrobków, sztandarów upamiętniających na Mazowszu
walki o niepodległą Polskę. Sam był twórcą części z nich,
szczególnie dotyczących „Baszty”. Zainicjowany przez środowisko
„Baszty” i inne oddziały mokotowskie coroczny przemarsz od Parku
Dreszera do wyjścia z kanałów przy ul. Dworkowej odbywa się
wytyczonym przez niego szlakiem pamięci. Tablica na Kotwicy
upamiętnia zasługi tego skromnego a niezwykle pracowitego i
skutecznego powstańca, architekta, sędziego bokserskiego. Spotkajmy
się na Kopcu przy ul. Bartyckiej w niedzielę o 18-tej na
zakończeniu obchodów 67 rocznicy Powstania, aby w niezwykłej
atmosferze, ze szczytu, z którego można podziwiać panoramę szybko
zmieniającego się miasta, oddać hołd „Kotwie” i wielu innym
bohaterom, którym zawdzięczamy naszą tożsamość i wolność.

Czytaj również