Jak naprawić program 500+

Drukuj

Bezpośrednie pieniężne świadczenia rodzinne na dzieci mogą stanowić istotne uzupełnienie systemu wsparcia rodzin, rozwijanego już przez rząd PO-PSL. Mam na myśli ulgi podatkowe dla rodzin wielodzietnych, roczne płatne urlopy rodzicielskie, rozwój opieki przedszkolnej i żłobków, bezpłatne podręczniki, Kartę Dużej Rodziny, a nawet dofinansowanie zatrudniania niań. Jednakże przedstawiony przez rząd PiS projekt zawiera istotne wady, które czynią go nieefektywnym i zbytnio obciążającym finanse państwa.

Aby właściwe skalibrować program 500+ należałoby wprowadzić do niego następujące zmiany:

1. Objąć świadczeniem wszystkie dzieci do lat 18, jak również pełnoletnie uczące się do ukończenia 25 roku życia.
Uniknie się w ten sposób wprowadzania progu, świadczenie obejmie więcej grup, np. samotne kobiety zarabiające pensję minimalną, ale przekraczające próg dochodowy, zmniejszy się biurokracja, będzie to rozszerzenie świadczeń na dzieci nawiązujące do obecnego systemu. Wsparcie obejmie wszystkie dzieci uczące się i zmniejszy zjawisko wczesnego kończenia nauki i posyłania jak najwcześniej do pracy dzieci zdolne z najmniej zamożnych rodzin, co niestety ma ciągle miejsce w Polsce.

2. Świadczenie rodzinne powinno być objęte podatkiem dochodowym.
Rodziny mało zamożne nie zapłacą w ogóle podatku od tego świadczenia albo zapłacą mały, a rodziny bogate zapłacą nawet 32%. Rozwiązuje to problem sprawiedliwego udziału w tym programie, bo system podatkowy uwzględnia poziom dochodów poszczególnych rodzin. Jest to lepsze rozwiązanie niż apele do bogatych rodzin, aby nie pobierały świadczenia.
Nie będzie to też psuło systemu podatkowego, który powinien mieć charakter powszechny. Obecna propozycja rządu wprowadzi duży strumień finansowy poza systemem podatkowym, co nie ma żadnego uzasadnienia. Opodatkowanie świadczenia nie będzie miało wpływu na to, czy będzie ono wliczane do podstawy obliczania uprawnień do innych świadczeń czy nie. Jest to osobne zagadnienie do rozstrzygnięcia przy każdej formie pomocy uzależnionej od dochodów czy sytuacji materialnej.

3. W celu dostosowania skali programu do możliwości finansowych budżetu, proponuję zmniejszyć w bieżącym roku świadczenie do 200 zł.

W roku 2016 dochody z dodatkowych podatków, od instytucji finansowych i sprzedaży detalicznej, wyniosą, według założeń rządu, ok. 7,5 mld zł, co nie wystarczy na więcej niż 200 zł świadczenia. Przyjęcie wyższego świadczenia grozi od 2017 r. destabilizacją finansów publicznych: zwiększaniem deficytu, wysysaniem środków z innych ważnych programów, zmniejszeniem skali inwestowania w infrastrukturę. Jednorazowe dochody budżetu w 2016 r., tj. 9 mld zł ze sprzedaży praw do częstotliwości firmie telekomunikacyjnej i 8 mld zł z tytułu wpłaty NBP wystarczyłyby na sfinansowanie świadczeń w 2016 r., ale nie można na podstawie jednorazowych wpłat wprowadzać sztywnego wydatku budżetowego na wiele lat. Jednorazowe wpłaty powinny służyć sfinansowaniu jednorazowych wydatków lub spłacaniu długów i zmniejszeniu deficytu finansów publicznych.

Decyzję o podwyższeniu świadczenia do 300, 400 i 500 zł należy więc odłożyć na następne lata, uzależniając to od przyszłej stabilności finansów publicznych, a w szczególności od efektów uszczelniania systemu podatkowego, które PiS z taką stanowczością zapowiadał. Jeśli postęp w uszczelnianiu będzie dostateczny, to kwota tego świadczenia może dojść do 500 zł miesięcznie na dziecko na koniec obecnej kadencji Sejmu.

4. W przypadku odrzucenia punktu pierwszego, tj. zachowania progu upoważniającego do świadczenia na pierwsze dziecko, należy wprowadzić zasadę „złotówka za złotówkę”.
Dzięki takiemu rozwiązaniu przekroczenie progu dochodowego o daną kwotę będzie zmniejszało świadczenie o tę właśnie kwotę. Uniknie się dzięki temu pozbawiania świadczenia rodzin, które minimalnie przekroczą próg, czyli sytuacji, w której np. przy wzroście dochodów o 1 zł ponad próg rodzina traci 500 zł świadczenia. Obecnie proponowane rozwiązanie jest antymotywacyjne, prowadziłoby do wzrostu szarej strefy i osłabienia aktywności zawodowej. Dla osób blisko progu pracowanie i zarabianie więcej oznaczałoby bowiem utratę dochodów netto.

Wprowadzenie powyższych zmian zapewniłoby bardziej przemyślne wsparcie dla rodzin bez doprowadzenia do ruiny finansów publicznych w perspektywie kilku lat. Obecny projekt rządu to bezrefleksyjne spełnianie obietnic wyborczych. Na ich spełnienie w 2016 r. jeszcze są pieniądze dzięki ekstra wpłatom do budżetu, ale w następnych latach będzie ich brakować, zwłaszcza że „dobra zmiana” zapowiada się bardzo negatywnie dla gospodarki.

Czytaj również